POLSKA SZACHOWNICA

szachownica

 

Wybrane listy od Czytelników, zamieszczone w nr 33 Mini Repliki.

 

"List ten postanowiłem napisać w związku ze sprawą nowej "szachownicy" lotniczej, jaką nam raczono sprezentować. W pełni zgadzam się z Pana stanowiskiem, kieruję się nieco innymi jednak motywami. Sama "szachownica" nadana rozkazem Szefa Sztabu Generalnego inspirowana była, co jest powszechnie wiadome, godłem osobistym por: Stefana Steca, które "przypadło do gustu" ppłk Łosowskiemu a ten polecił wprowadzić je jako znak rozpoznawczy samolotów polskich. Wątpię, by formułując rozkaz kierowano się zasadami heraldyki - wspomnianym rycerzem i jego tarczą. Inna sprawa, że sam por. Stec na swym Fokkerze E. V używa później "szachownicy" o jakiej marzy obecnie ministerialny "zespół ekspertów", być może więc w pierwotnym założeniu miała ona wyglądać tak, jak widzi ją ów "zespół".

 

Jakie znaczenie mają wiec podane fakty? Otóż nie mają żadnego. To, jak pierwotnie widziano kształt "szachownicy", dziś jest nieistotne - 80 lat historii jest chyba lepszym kryterium. W innym przypadku można równie dobrze temu samemu "zespołowi" zaproponować np. zmianę godła państwowego - wszak pierwotnie (patrz denar Bolesława Chrobrego) orzeł spoglądał w prawo, a nie jak obecnie - w lewo. Bezsens? Oczywiście, ale dlaczego by nie? Niestety. jak sam Pan zauważył (kwalifikacja "czasopism specjalistycznych”) logika jest niczym w starciu z biurokracją państwową, należałoby więc może zebrać podpisy osób popierających dawny kształt "szachownicy" - vox populi, vox Dei. Myślę, że ogłoszenie tej inicjatywy mogłoby przynieść efekty. Podpisane deklaracje można by wysyłać pocztą ale jest już chyba (?) możliwość składania w pełni honorowanych podpisów elektronicznych, zatem odpowiednia rubryka na stronie internetowej byłaby najlepszym rozwiązaniem."

 

Mikołaj Halbauer, lłowa

 

 

"Bardzo się zmartwiłem zmianą pól szachownicy. Jestem byłym pilotem wojskowym, przesłużyłem w lotnictwie wojskowym 22 lata. Jak chyba u zdecydowanej większość pilotów wojskowych, cywilnych i modelarzy tak i u mnie, u podstaw leżały marzenia i fascynacja lotnictwem. Nie posiadam wprawdzie statuetki "Ikara", nie biłem rekordów itp., ale miałem okazję latać w czterech rodzajach (!) lotnictwa i siedziałem za sterami samolotów odrzutowych jak i też różnych śmigłowców. Co widziałem i przeżyłem pozostało mi na zawsze. Fascynujący temat do wspomnień. Z przykrością muszę powiedzieć, że nie wszystkim kolegom udało się dotrwać do emerytury. Wielu zginęło. To osobny, trudny temat. I teraz, w kontekście tych bardzo krótkich refleksji, jak królik z kapelusza zjawia się jakiś tam pan Guzek z zespołem "najwybitniejszych znawców przedmiotowej problematyki" i grzebie niczym nie uprawniony w moim życiu, mojej służbie, mojej pracy, w moich marzeniach. Pytał Pan jak się do tego zabrać? [...] Jest ze mną parę osób podzielających moje zdanie i stanowisko. Wiem, że są mi w stanie pomóc. Myślę, że trzeba podejść do problemu po lekarsku i wyjaśnić przyczynę choroby (skutki już znamy). Nie dziwię się słabemu odzewowi na Pana apel. Jedno (nawet bardzo poczytne) pismo nie trafi do oczekiwanej liczby osób. Sądzę, że należy przygotować temat, tak żeby żadni "najwybitniejsi znawcy" nie mieli szans na podważenie naszych argumentów i wówczas zwrócić się do wszystkich, lub prawie wszystkich pism o tematyce lotniczej".

 

Nazwisko i adres znane redakcji